Pomarańczowa kula powoli zachodzi za horyzont. Gdy próbuję na nią spojrzeć, przyćmiewa mój wzrok; po odwróceniu od niej głowy – nie znika mi sprzed oczu. Pełna paradoksu – ukrywa się za kotarą swej jasności nie dając możliwości obserwacji, lecz, gdy zrezygnowany odwracam spojrzenie, jej kopie, jej widma, jej cienie nie nikną.
Łuna roztaczająca się wokół słońca sprawia wrażenie, jakby miała oblać cały świat i całe niebo, nieustannie rozprzestrzeniać się między chmurami. Jak młodzieńczy zapał, który chce dotrzeć wszędzie, wszystko zbadać i doświadczyć każdej rzeczy, jaką świat ma do zaoferowania, wypływa i płynie pomiędzy ludźmi, gotów do odkrycia i zmian. Światło przypatrujące się sobie w płonących szybach okien bloków jest żywe i rumiane niczym dziecko, przedwieczne i nie poznane – bogactwo paradoksów i metaforyki – nieskończone i oto teraz – przed naszymi śmiertelnymi oczyma – gasnące…
Spektakl rozpoczyna się od nowa – kolejna próba przed finalną, pamiętną sztuką. Teraz nie wszystko jest doskonałe, złe rozłożenie napięcia, niekonsekwencja czy wręcz brak wyrazistych zakończeń wielu wątków – jakby reżyser się zapomniał.
Dziś – typowy dzień tegorocznego marca. Wyraźna budowa ABA – pogoda, deszcz lub śnieg – i ostateczne wypogodzenie. Piękna forma, elastyczna niezwykle, zdatna do uniesienia dzieł wielkiej rangi. A tu ? Punkt kulminacyjny kompletnie w złym miejscu, na co komu trzęsienie ziemi na początku i sielanka w następstwie… w/w nielogiczności i braki konsekwencji. Dzień nader uroczy i przesympatyczny, tylko wartość, tylko przebieg – jakiś – niewysłowienie – dziwny. Nie jest zły, te zachodzące słońce bardzo przyjemne, a nawet – jak zaświeciło mocniej, aż łzy się w oku kręciły.
„Nie ma nic nowego pod słońcem”. Ludzie podchodzą do życia z ambicją – być lepszymi od starych, minionych i niespełnionych poprzedników, zdziałać coś, stworzyć! Być jak jutrzenka wznosząca się nad pogodnym niebem, roztaczając swoje promienie po kres ziemi, widzieć i wiedzieć wszystko, zrewolucjonizować i poruszyć Ziemię z jej zerdzewianego podestu. I pełni zapału, nieskończeni – - widzimy jak dogasają, wraz ze swoimi marzeniami. Nadciąga zachód, ich tura się skończyła na tej wiecznej groteskowej karuzeli.
Pierwsi w kolejce, wsiadać.