Bachantka. środa, maj 21 2008 

Na początku zaintrygowały mnie jej włosy.

Stała w rogu na swoim cokole i obserwowała mnie spod przymkniętych powiek. I nic nie czułem, nic nie dostrzegałem. Widziałem pełno obiektów dookoła – także i ją – ale pobieżnie, podczas wędrówki wzroku zwiedzającego kolorowe ściany. Jedna z wielu.

Na początku zafascynowały mnie jej włosy. Trzymane za brązową opaską, grube i czarne – jak węże – i jak one lśniące (aż ruchome). Ze względu na nie, nazwałem ją Meduzą. Włosy tworzyły quasi-aurę dookoła jej głowy, zakręcone na swych końcach w antyczne ślimacze wzory, pełne jakże nie-greckiego chaosu i… charakterystycznego jedynie dla niej wdzięku. Jedyna z wielu.

Twarz miała słowiańską, pełną, przywykłą do śmiechu. Przymknięte oczy i jej delikatny uśmiech sprawiały wrażenie, że jest w stanie jakiegoś mistycznego uniesienia (aura jej włosów…). Jednocześnie czułem, że śmieje się ze mnie, że wyszydza moje próby jej odgadnięcia. Odwracałem wzrok, jednak znowu jestem – i obserwuje – tym razem jej uśmiech nie drwi, jest czysty, wmawia mi, że nigdy nie był skalany żadnym gwałtowniejszym uczuciem. Łaskawy i słodki.

Czoło wysokie i okrągłe, podtrzymywane przez lekko zarysowane linie brwi.

Twarz jej błyszcząca i bezbronna. Zasłuchana w muzykę Orfeusza zastygła w milczeniu. Jej zwiewnej białej tuniki już nie porusza wiatr, jej powieki nie zdatne są do otwarcia, jej skóra zasycha i staje się jak drewno.

Happy family… sobota, maj 17 2008 

…one hand clap, four come by and none came back…

Strzępy myśli, strzępy słów, suche źródła emocji.

Wymiana. Raz On, raz Ona. -Ty – Ty – Ty – Ty

…tylko z tego powodu, że…

…ty…

Śmiech. Śmieszne. Prawda? Owszem, prawda. Śmiejmy się. Śmiejmy się ludzie z całego serca, przez pełne gardło, śmiejmy się wszyscy, śmiejmy się, śmiejmy – bo cóż nam prócz tego pozostaje – “ty” może – “ty” ?, już lepsze nic – no patrzcie go – no słyszycie, jaka ona jest – śmiejmy się – śmiejmy – okazujmy zadowolenie! Prawda?

Owszem, prawda.

Pięknie ubrani wsadzeni w wielki i wspaniały dom podrygują groteskowo.  Nadarzyła się okazja pogadać, przerwać zasłonę milczenia, więc – skaczmy sobie do oczu, gryźmy się i szarpmy! A wina jest twoja – wina? -Ty -Ty -Ty -Ty

Zajmijmy się opisywaniem postaci. Bo widzicie. Jest telewizor. Jeden. Drugi.

takie głupoty na nim ogląda

? czyż nie oczywistym jest niezgoda ta dla wokół wszystkich

i fakt że, ją wywołałeś osobiście ty ! radością wielką i z satysfakcją

Śmiech. Śmiejmy się. Nic nam innego nie pozostaje. Prawda? Owszem, prawda.

Patrzcie – to dobre – co ona za lodówką trzyma – patrzcie – patrzcie – co to? – s i e k i e r a

Śmiech. Śmiejmy się. Komiczne? Owszem, komiczne. <a wiadomo  c o  k i e d y  m o ż e  s i ę  p r z y d a r z y ?> Śmiejmy się!

Paraliż całego ciała, język odpowiada bezwiednie odpowiednie formułki bez udziału mózgu. Czym  t o  jest?

Cisza

cisza

cisza

błagam o ciszę

Przezroczystość. sobota, maj 10 2008 

Szkło umieszczone w ramkach. Ramki są śliskie i białe. Światło, które na nie pada, zatrzymuje się w progu przez chwilę – zahacza o nie – i odbija się szybko.  Szkło… istnieje. I tyle.

Za i przed szkłem znajduje się Wszystko. Wszystko jest opisywalne i zauważalne, poprzez szkło badane. Bloki, drzewa zielone aż do nienaturalności, białe chmury rozsmarowane po błękicie nad Ziemią.  Rażąco niewidoczne promienie słońca. Szum jeżdżących samochodów, rój owadów. Setki tysięcy twarzy spoglądających spoza setek tysięcy innych szkieł; twarzy badaczy, twarzy znudzonych, twarzy obojętnych na wszystko i nielicznych twarzy, pod którymi kryje się dziwna chęć zobaczenia szkła, zobaczenia tunelu, kodu, przejścia. Zobaczenia przezroczystości.