Poranek. środa, cze 18 2008 

Ponad przytulną głębią nocy i płonącym mrowiem wysterylizowanych punktów z plastiku pojawia się Jasność. Mroczne światło książyca zanika, on sam w ruchu wyzbytym samego siebie, bezmyślnie i powoli, niedbale stacza się poza horyzont.

Pierwsi heraldzi nowego dnia przenikają resztki cieni i w nowopowstałej nienasyconej mgle otwierają bramy nowego ponownie świata. Potem w niedostrzegalnych gestach Jasność przepływa przez bramy i niczym osad gromadzi się na ziemi.

Przed pierwszym poruszeniem powiek, które bezpowrotnie zrywa sen, zdarza się Błyśnięcie.  Moment, mara zwięźlejsza od niezdarnej myśli człowieka; podświadoma i bezwolna. Chwila nadziei na nową szansę nowego życia. Na nowe słońce nowej ziemi. Nowy dzień nowego człowieka. I po tej mikrochwili, po cudownym ulotnym zdarzeniu – powiek poruszenie pierwsze.

Nierzeczywisty cud na wyciągnięcie ręki.

ProzaKc piątek, cze 6 2008 

I

Jakiż ten świat przeraźliwie smutny!
Dobrobyt rośnie, technika się rozwija, powstają nowe, wspaniałe, wspaniałe dzieła sztuki. Jest Muzyka! Jest Telewizja! Radość, radość, radość!
A jednak coś – jakaś złośliwość niecna tego świata – każdą kolejną stację rozwijającej się cywilizacji dusi, a każdą kolejną z tych licznych radości oferowanych przez ten świat gasi – nim ta na dobre się rozpali!
Jakiż ten świat przeraźliwie smutny!
Smutne są komputery, smutne są ekrany tv. Smutne są drzewa i psy, wszystko jest nad wyraz smutne. Nędzne odbicia szczęścia.
Zwierciadła czasu, względności, paradoksów ludzkiego bytu.

Gdy czar prostej zabawy był szczęściem. Teraz multum wymyślnych obiektów rozrywki nuży.
Gdy kromka chleba była posiłkiem. Teraz najwykwintniejsze potrawy stają w gardle.

Anhedonia?

Przesyt?

Wszystko jedno. Kogo to interesuje? Po co znać przyczynę, skoro w masie niepotrzebnych słów wybrzmiewa jeden wniosek, efekt wszystkiego, nad czym człowiek się trudził:

JAKIŻ TEN ŚWIAT PRZERAŹLIWIE SMUTNY!

II

Cóż, obudziłem się tego ranka w chmurze desperacji. Przeczesałem ręką głowę i wyrwałem pukiel zmartwionych włosów.

Dawno temu, w zamierzchłych i przeklinanych po dziś dzień czasach mówiono, że liczy się dobro grupy, tej bezkształtnej masy społeczeństwa. Że Wszyscy znaczą więcej, niż Jednostka. Jak to teraz absurdalnie brzmi!

Z najnowszych badań nad materią wynika, że więcej znaczy 1. niż 2. 1 + 1 może się równać 2 (zatracić swoją samodzielność i unikalną wartość), może też równać się 0. Liczy się ta wspaniała liczba nad liczby:

1

Po co się powtarzać. Wie to każdy.
Udoskonalajmy więc świat dla potrzeb 1! Niech 1 będzie szczęśliwa, zapchana żarciem do nieprzytomności i rozbawiona po wszystkie czasy.

I nastał zmierzch, i nastał poranek. Dzień ósmy. I łudził się człowiek, że to, co robi jest dobre.

III

Rozmawiałem o tym z różnymi ludźmi. Podobno za dużo czytam. To doprowadza do depresji.
Udokumentowano, że ludziom nie można pomóc, nigdy się ich nie zadowoli. Dlaczego? Bo mają wszystko, można jedynie od nich wziąć.
On, znawca w tych sprawach, powiedział do mnie jeszcze: „musisz zobaczyć świat takim, jakim naprawdę jest – cyrkiem pełnych świrów i klaunów”.

Uszczęśliwi człowieka już tylko chemia.

Bodźce naturalne są już za słabe dla ludzi, nie wywierają na nich wrażenia. Czym jest łąka? Pyłkami. Czym jest słońce? Zbyt gorącą koniecznością. Człowiek?
Dobro jest już dla człowieka zbyt wydelikacone. Zbyt finezyjne i lekkie. Ludzie potrzebują szczęścia takiego, jak uderzenie pięścią w twarz. Siły!

prozak, prozak, prozak, prozak

IV

Well, I woke up this morning and I shaved off my head.
By the time I realized what I had done I was already dead.
I went to see the gatekeeper who was standing by Heaven’s door,
he said, ‘I hope you brought a good supply of… you know’

***

Częstokroć jednak jeden utwór potrafi głębiej przemówić do słuchacza niż kompletny album (czy nawet dwa). Taki stosunek można spotkać na wielu płytach, których zaletą jest jeden bardzo dobry, singlowy utwór. Wada – pozostała część piosenek to perfidne „zapychaje” lepszej lub gorszej jakości. Raczej gorszej. Ale… w tym przypadku jest inaczej – genialny zespół, bardzo dobra płyta i piosenka, która ostatnio cały czas krążyła gdzieś po moim umyśle.
Nie przemówiła do mnie od początku. Wpierw była zamknięta, hermetyczna, obca, wyizolowana. Starałem się ją odkryć, poznać. Słyszałem dźwięki i przekształcony głos.

Lecz później ProzaKc Blues się otworzył. Od słów opowiadających historię nieszczęśliwego człowieka, który szukając zagłuszenia bólu uzależnia się od leku, po muzykę – najdziwniejszy blues, jaki słyszałem – blues przepełniony silną barwą karmazynu.

Prozakc Blues – King Crimson

Asceza. niedziela, cze 1 2008 

Usnęli wszyscy, on miał oczy otwarte. Wyschła trawa, zapadły się pod siebie wzgórza tworząc rozległe kotliny.

Nie ważne jak. Gdzie. Kto.

Księżyc znajdował się wysoko na niebie o kolorze granatu. Dookoła niego jaśniały zbiory gwiazd. / a gwiazdy łączyły się w grupy i umilały sobie wieczność opowieściami / Szeptały liście drzew, wyrażały emocje poruszonych gałązek. Trawa była wysoka, miejsce opuszczone od ludzi. Sens istota założenie

Podtrzymywał powieki przed opadaniem, przed ucieczką z prozaicznej ciemności. Sen nie dałby mu odpoczynku, zmrużenie oczu było krótkotrwałą quasi ulgą. Wiedział, że by się wyrwał z krzykiem z ciepłych objęć nieświadomości i pokutowałby. Kolejny raz.

Czasem, gdy spoglądał na drzwi, myślał o wyrwaniu się z letargu.  Pragnął tego, jednak nie mógł poruszyć swojego ciała. Zastygnięte w swojej pozycji, drgało każdą tkanką z uczucia, które tęskniło i jęczało za ruchem, niezdolne do wyskoczenia i pobiegnięcia za tańczący horyzont.

Poruszył obolałą szyją. Mógł zebrać resztki sił i uciec!

A potem wróciłby w to miejsce i pokutowałby kolejny raz. Dopełnione jeszcze nie zostało kształtowanie.

Musi czuwać.