Usnęli wszyscy, on miał oczy otwarte. Wyschła trawa, zapadły się pod siebie wzgórza tworząc rozległe kotliny.
Nie ważne jak. Gdzie. Kto.
Księżyc znajdował się wysoko na niebie o kolorze granatu. Dookoła niego jaśniały zbiory gwiazd. / a gwiazdy łączyły się w grupy i umilały sobie wieczność opowieściami / Szeptały liście drzew, wyrażały emocje poruszonych gałązek. Trawa była wysoka, miejsce opuszczone od ludzi. Sens istota założenie
Podtrzymywał powieki przed opadaniem, przed ucieczką z prozaicznej ciemności. Sen nie dałby mu odpoczynku, zmrużenie oczu było krótkotrwałą quasi ulgą. Wiedział, że by się wyrwał z krzykiem z ciepłych objęć nieświadomości i pokutowałby. Kolejny raz.
Czasem, gdy spoglądał na drzwi, myślał o wyrwaniu się z letargu. Pragnął tego, jednak nie mógł poruszyć swojego ciała. Zastygnięte w swojej pozycji, drgało każdą tkanką z uczucia, które tęskniło i jęczało za ruchem, niezdolne do wyskoczenia i pobiegnięcia za tańczący horyzont.
Poruszył obolałą szyją. Mógł zebrać resztki sił i uciec!
A potem wróciłby w to miejsce i pokutowałby kolejny raz. Dopełnione jeszcze nie zostało kształtowanie.
Musi czuwać.
6 czerwiec 2008 o 7:50 am |
Kuba! Dlaczego znowu tak smutno… ?
6 czerwiec 2008 o 3:04 pm |
Znowu?
Poprzedni wpis nie był smutny, a ten jest w moim odczuciu raczej melancholijny (ale ma trochę wspólnego ze smutkiem).