Ja podszedłem drzwi i sprawdziłem, czy drzwi są zamknięte w wystarczającym stopniu. Żeby chronić. Wlazłem pod łóżko i milczałem i z niepokojem obserwowałem  huśtawkę z obrazka. I ty byłaś tam i huśtałaś się radośnie. I huśtałaś się smutnie. I huśtałaś się ze śmiechem. I huśtałaś się płacząc. I łzy, ostre jak amunicja, kruszyły obrazek na drobne kawałki. Obrazek z jaskrawo namalowanym słoneczkiem w lewym górnym roku upadł na ziemię.

W piękną sierpniową jesień spadł deszcz. Krople, bezwzględne jak pociski, skruszyły słoneczne dni na kawałki promieni, które odbijają się w kałużach i błądzą po już nie swoim świecie.
Poleciały do góry zaglądać ludziom do życia przez matowe szyby. Szkło pod wpływem czasu staje się brzydkie i szare, rdzewieje jak kraty. Promienie przeleciały między prętami i zakręciły się wokół nas.
My zaś, nie zważając na nie, siedzieliśmy naprzeciwko siebie i podtrzymując dłońmi pełne głowy wpatrywaliśmy się bacznie w siebie nawzajem.
(Padał deszcz) przez otwarte nagłym zrywem wiatru okno (wyleciały promienie). Błądzą po targanym wichrem krajobrazie, wśród konarów drzew, pomiędzy dwoma kolumnami wody, nad liśćmi i przelatują strwożone przez oczy.
Odłamki dawnego dnia walają się po ulicy. Zaskoczone nagłym końcem leżą nieruchomo na ziemi i próbują zrozumieć, co się w ogóle stało.

Ludzie, których desperacja jest wprost proporcjonalna do wilgoci na ich ubraniach, biegną pod daszki, do samochodów, do klatek, do wszelkich wymyślnych klaustofobicznych piekieł. Schronieniem przed jedną fobią jest druga fobia. Ludzie są bardzo szczęśliwymi istotami; mają ich tak wiele, że zawsze się ukryją. Ktoś z grupki stacjonującej w hipermarkecie kopał własny tunel i wyrzucał na powierzchnie brudne półsłówka.
Półsłówka biegały i szukały swoich połówek.
Osoba z innego obozu (pod daszkiem bloku) wyznała:
-To się zawsze zdarza mi.
Pozostali obozowicze przytaknęli.
Jeden dzieciak niezrzeszony krzyczał i biegał po kałużach. Zgromiła go matka jak Zeus. Umilkł i zakwilił, jak człowiekowi przystało.
I chmura znikła w swoim czasie. Woda wsiąkła w ziemię, a wszyscy, jak jeden, odetchnęli z ulgą w tą piękną sierpniową jesień.