qqq II środa, paź 22 2008 

Czy ja jest zdefiniowane raz na zawsze? Czy stanowi stałą, niezmienną i nie podlegającą zmianom częścią człowieka? Czy przypadkiem nie jesteśmy jak pusty balonik, którego jedyną własnością jest jego forma, ciężar i materiał z którego jest zrobiony, a kierunek nadaje mu wiatr, popychające go obce mu siły, a sam z siebie nie potrafi wznieść się – lub opaść?

Jaką siłę ma człowiek do kształtowania samego siebie?

Coraz ciemniej, coraz jaśniej. środa, paź 22 2008 

Wyszedłem ze szkoły, przeskoczyłem płot i mijając drzewa w morzu żółtych opadłych liści dotarłem do pojedynczej ławki. Usiadłem, wyjąłem kanapkę i jedząc obserwowałem park opanowany jesienią i planowałem resztę dnia. Miałem dużo czasu. Nie wiedziałem, czy wrócić do szkoły i wśród hałasu szukać wolnego miejsca dla siebie, czy iść – tonąć w nieprzebranych ilościach opadłych liści.

Potrzebowałem ucieczki z mroków dni, identycznych cyklicznych odcinków oddzielonych snem i przepełnionych żądzą zaznania przyszłości. Czekaniem, myślami, przerażeniem czasu.

Wyjąłem mp3 z plecaka. Crimson Jazz Trio. Jedyny smooth jakim dysponowałem, choć i tak naznaczony piętnem muzyki karmazynu.   

Minąłem rzeźbę i ruszyłem przed siebie szeroką aleją orzeźwiany chłodnym wiatrem. Wokół drzew mgła, nad nimi bladobłękitne niebo. Szarość przytłaczała żywe kolory. Rozmazane, zasnute cieniami. Starałem się wydobyć piękno z widoku, przedostać się za straże melancholijnego tła i wykraść esencję. Zachwycić się żywiołowością natury i przynajmniej cząstkę z niej przelać w siebie. 

Lecz las stawał się coraz ciemniejszy.

Przeszedłem ulicę. Dalsza aleja była gruntowa, pełna kałuż, błota, powalonych drzew. Im dłużej szedłem, tym więcej było szkieletów ławek. Niebo ciemniało, ja zaś… przeciwnie, rozjaśniałem się na wskutek muzyki, powietrza, nowego punktu widzenia? Zastanawiałem się czy kreowanie na nowo samego siebie nie jest owijaniem charakteru w sieć kłamstw, wdziewaniem szaty, która tak na prawdę nie jest nasza. A może, przeniknięty własnym stereotypem zamykam się w nim i boję się z niego wydostać?

Nieważne. Ściemniało się coraz bardziej, a pustawe aleje pozbywały się resztek ludzi. Krok dostosowałem do rytmu muzyki i szedłem, zostawiając za sobą tło.

 

Gdy wróciłem, rozmowy nadal zagłuszały ciszę. Jedna trąbka z tłumikiem charczała, a druga, już bez niego,  wygrywała w tym samym czasie pasaże. Ludzie biegali w te i we wte. A mądrości znajdowane były na tymbarczanych kapslach.

Z bloga wytrawnego środologa. środa, paź 15 2008 

Środa brzmi tak jakby ktoś starał się połączyć słowa: „sio” i „szkoda”. Te połączenie bardzo dobrze ilustruje istotę tego dnia. Dzień ten wywołuje w człowieku gwałtowne pragnienie -„niech ten dzień się w końcu skończy” i myśli krążące cały czas wokół niego jak sęp nad padliną: „szkoda, że ten dzień jeszcze się nie skończył”. Środa – kolejny trop słowotwórczy – leży równiutko po środku tygodnia i na ten nieszczęsny dzień kumulują się wszystkie siły anty-człowiecze. Podstawową siłą anty-człowieczą jest człowiek, co jest jasne i klarowne i oczywiste dla każdego kto widział taką istotę na oczy. Człowiek wygląda z zewnątrz owszem ładnie i pociągająco, ale wyciągnijmy znaną skądinąd naukę: pozory mylą. Człowiek ma dwie nogi, analogiczną ilość rąk i twarz. Ideał jak nie patrzeć. A jednak. Podobnie środa. Ma dwie samogłoski i analogiczną ilość spółgłosek zwykłych, a na początku i spółgłoskę kreskowaną. Spółgłoska kreskowana w ogóle zapowiada coś ciekawego, ale jak wspomniałem wcześniej: pozory mylą. Ta podstępna kreskowana literka wprowadza nas – z premedytacją, jak mniemam – w błąd i podchodzimy do środy z optymizmem i skaczącym duchem z radości wywołanej kreską. Kilku nierozważnych autorów zmylonych obiecującą literką (cyt. „kresko/nad wężastym znakiem sprawiasz/te godziny wyjątkowymi”) stworzyło cykl zatytułowany: „Ody do środy”, pomińmy jednak tą pozycję w naszych rozważaniach, tomy te  bowiem prezentują niezbyt wysoką wartość – o czym świadczy chociażby naiwne – i błędne w skutkach – rozszyfrowanie znaczenia spółgłoski kreskowanej.

Jakie jest jednak znaczenie spółgłoski kreskowanej? Kreska – to haczyk chwytający dobrodusznego człowieka za pysk i ciągnący go tak aż do skończenia czasów. Czyli czwartku, inaczej mówiąc.

Złowrogość tego dnia wywodzi się z jego położenia niejako geograficznego – od niedzieli były dwa dni, do soboty będą inne dwa dni, tak więc oddzielona od stałych lądów dwoma ogromnymi oceanami jawi się być maleńką bezludną wyspą o rozmiarach 2 metry wzdłuż i analogicznie wszerz & rekinami dookoła (wspomniany wcześniej haczyk).      

Środa jest cierpieniem najgorszym, bo cierpieniem cyklicznym i – jak prawią skrajni pesymiści – wiecznym.

Wielu ludzi próbowało wynaleźć leki przeciwśrodowe, ale niestety ich efekty są co najmniej niejednoznaczne. Jednym osobnikom owe środki pomagają, u innych natomiast mogą wywoływać straszne środki uboczne (np. osobnik uciekający od środy w środę zastaje środę w czwartek). Warto zauważyć, że „środek uboczny” też jest wyrażeniem pochodnym od słowa „środa” i jeżeli się przyjrzeć dokładniej, to wszystkie słowa o znaczeniu negatywnym maje domieszkę krwi tego dnia. 

 

Puenty nie będzie.

Przecież jest środa.

Stwarzanie własnego okręgu środa, paź 1 2008 

4.

1-2-3-4-5-6-7-8-9-10-11-F

Nagle się obudził. W jednej chwili przestał śnić i odzyskał świadomość. Spojrzał na zegarek. Druga w nocy.

Odsunął kołdrę i ostrożnie wyszedł z łóżka. Mimo krótkiego snu nie czuł się zmęczony. Zdawał sobie sprawę, że jutro będzie tego żałował, ale ubrał się i najciszej jak mógł wyszedł z mieszkania.

Chłodny nocny wiatr orzeźwił go jeszcze bardziej. Wiedział dokładnie dokąd zmierza, nie wiedział jednak: dlaczego. W tej chwili to go nie interesowało. Wszystkie myśli były podporządkowane jednemu celowi, a ciało bezwiednie wykonywało jego polecenia.

Wsiadł do samochodu i po krótkim namyśle – może pieszo? – uruchomił silnik i odjechał.

U góry, za oknem, zapaliło się światło.

I w końcu stał, między dwoma doniczkami z cementu, wśród mnóstwa opadłych płatków kwiatów, a przed sobą miał drzwi, na plastikowej szybie których wisiała karteczka „PCHAĆ”. Wszedł do środka i skierował się do swojego miejsca przy oknie. Usiadł na miękkiej kanapie i wpatrzony w kratkowaną ceratę na stole zajął się porządkowaniem swoich myśli.

Czuł, że znajduje się na granicy przełomu, że może zrobić krok i wzlecieć, że może wznieść swoje życie na wcześniej niedostępne wyżyny. Samotność, która tak go dręczyła podczas jego ostatniego pobytu w tym miejscu także się nasiliła. Pamiętał swoje myśli z poprzedniego dnia, zdawał sobie sprawę, że powinien się cieszyć ze swojej rodziny… ale teraz, kiedy nachodziły go wątpliwości co do słuszności jego postępowania, nie widział wokół siebie nikogo, do kogo mógłby się zwrócić. Ogarniało go rozdrażnienie z powodu własnego niezdecydowania i niepotrzebnych myśli, które burzyły ład w jego rzeczywistości. Nie znajdował w sobie ponadto żadnego usprawiedliwienia dla takiego zachowania. To wszystko było jak dzisiejsza noc. Bez przyczyny. Wstać, rzucić wszystko i pójść do tego nędznego miejsca. W momencie, kiedy jego los wznosił się w najlepszy z widocznych sposobów, on postanowił się zapytać. I jednym pytaniem cały świat oblekł się w szare barwy banału.

Nie rozpoznawał już swoich emocji, nie były dla niego jednoznaczne, nie mógł odgadnąć, czego tak naprawdę chce.

-Może kawy?

Uniósł głowę i zobaczył przed sobą młodą dziewczynę w fartuchu z nazwą pizzerii.

-Nie zauważyłem pani.

-Nie szkodzi. – zaśmiała się – Przyszłam pana obsłużyć, ale nie chciałam wyrywać pana z pańskiego świata. Mam czas i mogę poczekać…

-Więc dlaczego pani zapytała?

-Mam nadzieję, że się pan nie gniewa?

-Nie, nie…

-To dobrze, nie chcemy tracić klientów, którzy tak często do nas zaglądają. A zapytałam tak z imienia firmy. Pan już tu tak siedzi od kilkunastu minut, siedzi i myśli, to może niech się pan czegoś napije.

-Dobrze. – powiedział Marcin – Tylko poproszę herbatę, kawa o tej porze nie byłaby najlepszym rozwiązaniem.

-Zależy od tego, co pan chce później robić. – dziewczyna uśmiechnęła się – Wczoraj zamawiał pan kawę, pora była podobna, więc pomyślałam, że to może jakiś taki rytuał, wie pan. Tylko herbata czy coś jeszcze?

-Rytuał… – Marcin zamyślił się i nie dodał nic więcej, dziewczyna więc mruknęła tylko: „no to tylko herbata w takim razie” i odeszła.

Po chwili wróciła z dwoma kubkami herbaty i postawiwszy je na stole, usiadła naprzeciw Marcina.

-Nie ma pan nic przeciwko? Ruch mały i nie ma z kim pogadać… a pan wygląda na kogoś, kto potrzebuje rozmowy.

-Nie potrzebuję rozmowy.

-Potrzebujesz – widać po panu, że masz na sercu sprawy, które musisz komuś przekazać.

-Nawet jeśli – to czemu miałbym przekazać je pani – a nie zaufanemu przyjacielowi? Pani nawet nie znam.

-Może właśnie dlatego, że pan mnie nie zna.

-Przepraszam, ale nie.

Zamilkli. Marcin niezadowolony z przebiegu rozmowy najchętniej wyprosiłby nieproszoną, by pozostać w spokoju, ale powstrzymał się. Wpatrywał się więc dalej w kratkowaną ceratę i próbował skupić się na swoich myślach.

-Przez panią kompletnie straciłem wątek.

-Nie szkodzi. To dam panu nowy…

-Dziękuję, ale nie…

-Ale na pewno się przyda. Niech pan tylko posłucha…

-Ale…

-Pij pan herbatę i słuchaj.

Marcin nie miał nastroju, aby się sprzeciwić.

-Wszystkie problemy człowieka wynikają z życia. Człowiek patrzy w przyszłość i boi się postawić krok, bo myśli, że upadnie, że się poślizgnie, że mu się nie uda. I tak drżąc przemierza swoje banalne życie.

Marcina ukłuło to słowo i zaczął się uważniej wsłuchiwać w wywód dziewczyny.

-Wiele problemów – możliwe, że i twój należy do nich – wynika ze złego przedstawiania sobie rzeczywistości i gdy widzisz, że ona nie jest taka, jak myślisz, to starasz się zmienić rzeczywistość tak, aby pasowała do twojego planu. A to jest tylko substytutem odpowiedzi, jest jak tabletka, którą weźmiesz, poczujesz się na jakiś czas lepiej, a potem wszystko to ponownie spada ci na głowę, a w efekcie często jest gorzej niż było na początku.

Bo życie jest okręgiem, na samej górze, czubku, biegunie, czy jak tam to nazwać, znajduje się teraźniejszość, a naprzeciwko, na dole jest przeszłość. A przyszłość nie istnieje, jest jedynie sformułowaniem stworzonym na potrzeby gramatyki i dla naiwnych mitomanów. Życie się toczy po swoim okręgu i bezustannie zamienia teraźniejszość w przeszłość. Teraz…. wtedy… teraz… wtedy… Czy da się udowodnić istnienie przyszłości? Nie wiemy o niej nic! Jest przepaścią i głupcem jest ten, kto w nią wierzy. Istnieje teraz i istnieje historia, która jest tłem, pokazem błędów i bezpodstawnych wierzeń. Trzeba patrzeć na historię, lecz trzeba skupiać się na teraźniejszości, bo ona jest najważniejsza.

A ludzie zauważają zgrzyt, lecz zamiast pomyśleć, machinalnie próbują z okręgu stworzyć linię prostą.

Marcin machnął ręką.

-Bardzo ładnie, ale co z tego?

-Spójrz prawdzie w oczy i nie myśl o życiu, jakie chciałbyś mieć, a żyj w sposób, w jaki chcesz żyć. Wszystko sprowadza się do jednego punktu – teraz.

Marcin spojrzał do środka kubka, był już pusty.

-To ja już pójdę… zajmować się teraźniejszością – powiedział z przekąsem i wstał.

-Życzę powodzenia.

Marcin szybko wyszedł z budynku i skierował się do samochodu.

Dziewczyna patrzyła, jak zapalają się światła i pojazd wyjeżdżał z parkingu pizzerii. Gdy jasne punkciki znikły z pola jej widzenia odwróciła się i wyjęła z kieszeni notatnik w niebieskiej oprawie. Białe kartki zaszeleszczały pod jej palcami. Zatrzymała się na ostatniej zapisanej stronie i spojrzała na pustkę pod ostatnim zdaniem.

A po chwili cichym klaśnięciem okładek zamknęła książeczkę i schowała ją na powrót do kieszeni.