Pierwsza. Potem już z górki. Następnie taki letarg, nieświadomy za bardzo otoczenia. A jeszcze później rosnąca ciągle irytacja, że już prawie koniec miesiąca, a to dalej się ciągnie. Tak, tak, cały miesiąc zakryty przez ciemne maturalne chmury.

Dzisiaj polski. Po przeczytaniu swoich tematów, pisałem rozszerzenie, i po zapoznaniu się z tematami na podstawie doszedłem do wniosku, że ów osobnik tworzący te zadania był zmęczony życiem w mieście i nie marzył o niczym innym jak tylko wyjechać na wieś, na łono przyrody, “do kraju tego, gdzie winą jest dużą gniazda bocianiego popsowanie”, “do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych”. Wszystkie cztery tematy mają, jeśliby już szukać takowego, jeden wspólny mianownik, a mianowicie: wieś. Przypadków Chłopów oraz Myśliwskiego komentować nie muszę, trochę bardziej dogłębna rzecz się ma z Mickiewiczem i Kochanowskim, ponieważ, o ile dobrze się orientuję, do Pana Tadeusza dano za temat porównanie postaci, u poety z Czarnolasu zaś sprawę rozumu. W tle epopei jednak cały czas gna przyroda, a renesans widzi człowieka jako zarządcę natury, zarządcę rozumnego.

Może jeszcze cuś. Dano nam, maturzystom – w białym przynajmniej, nie wiem jak gdzie indziej – antystresowe żółte piłeczki na gumce. Panie i panowie szykownie ubrani, pod krawatami i w czerni, przyszłość narodu polskiego, majtają żółtymi kuleczkami dookoła, przez co wyrażenie “wieś na maturze” zyskuje bardziej dosłowne znaczenie. Nie żebym krytykował, bom sam stał i majtał, ale majtanie nie wyklucza spostrzegania, że inni też majtają i tego jak to wszech-majtanie wygląda. Może się czepiam, bo jakby to Rogucki ujął: “majtanie jest nieistotne z perspektywy absolutu”.

Czytanie ze zrozumieniem w miarę proste (choć nigdy nie wiadomo, co autor klucza uznaje za “prawidłowe odpowiedzi”). Wypracowanie napisałem na podstawie Myśliwskiego, parę stron, to i tamto, parę słów o formie, formulikach i formuliczkach, o tym co jest dobre i warte pochwały i o tym co jest be, uzasadnienie i kropki. Gorąca nadzieja, że egzaminatorowi uda się mnie rozczytać. Treść, którą zawarłem jest w sporej mierze banalna i bzdurna, liczę więc, że trafię jako tako do klucza.