Nie chciało mi się dzisiaj wstawać. Dzień zapowiadał się pusty, bez żadnych rzeczy wartych wstawania. Oczywiście można tu wziąć pod uwagę fakt, że jak długo się leży, tak długo nie ma niczego wartego do zrobienia, ale który z leżących zdaje sobie z tego sprawę? Gdy wstałem… położyłem się znowu, tym razem już czytajac o tym, co przypomina ryba Yossarinowi, a jakiś czas później włączyłem mój ostatnio najczęściej słuchany zespół:Miriodor, który różnym osobom pewnie też różne rzeczy przypomina. Ale nie o tym chciałem.
Jedynym wypukłym fragmentem mojego czwartku 21 maja, o którym przez dłuższy czas myślałem, że jest czwartkiem 20 maja, był wypad do szkoły muzycznej, gdzie miałem możliwość pospotykania nauczycieli dysponujących sporą wiedzą o grach komputerowych, nauczycieli spóźniających się i nauczycieli zupełnie nieobecnych, a także mogłem uraczyć się herbatką, o której pod koniec jej picia dowiedziałem się, że może zawierać wirusy świńskiej grypy – nic tam, uśmiechnąłem się i dopiłem do końca – całkiem niezła była w rzeczy samej, następnie po odrobieniu tradycyjnego bezcelowego kręcenia się po szkole udałem się do domu, gdzie zamierzałem kontynuować swoje bezcelowe poczyniania, ale coś mi w tym przeszkodziło i wybiło z rytmu. Nie na długo, jak sądzę.
Tym czymś okazał się list od Pałacu Młodzieży w Katowicach do mojej skromnej osoby, informujący o tym, że zostałem laureatem ogólnopolskiego przeglądu twórczości literackiej dzieci i młodzieży o dźwięcznie brzmiącej nazwie “Kacze Pióro”. Na ów przegląd moje opowiadanie zostało wysłane przez ogólniak, w którym wcześniej wygrałem konkurs literacki (po raz trzeci z rzędu, tak mniej skromnie dopowiem). Szczegółów typu które miejsce konkretnie zająłem w liście nie zawarli, a strona przeglądu jest “w budowie” od trzech lat, jak nie dłużej, nie liczę więc na szybkie jej uruchomienie. Będę musiał się tego dowiadywać telefonicznie, przy okazji potwierdzając swój przyjazd na “imprezę finałową” w Katowicach.
Jedną z najjaśniejszych stron tego wszystkiego jest dodanie nadziei i otuchy, że to co piszę przemawia też do innych osób poza mną, i że nareszcie coś ruszyło, coś się pojawiło w kwestii pisania, co jest czymś więcej niż własną satysfakcją czy lakonicznym “fajnie, fajnie” postronnych. Może to jednorazowy wybryk, może nie zatrzyma się na tym, na co liczę. Czas pokaże.
21 maj 2009 o 19:38 |
fajnie, fajnie :)
22 maj 2009 o 18:40 |
Fajnie, zawsze to jakaś podstawa do dalszego rozwoju.
3 wrzesień 2009 o 19:32 |
No to się musieliśmy widzieć na rozdaniu nagród :) Pozdrawiam!