Przedstawienie sceny – pokój, standarowy. Kłamię. Postmodernistyczny, niepraktyczny w żadnym zakresie. Kąty, łuki, unikanie jak ognia normalności. Też kłamię. Z czerwonej cegły. Nie. Dwa kartony imitujące ściany w teatrze. Nie. Wszystko nie i wszystko tak. Bez znaczenia. Ściany białe bądź kolorowe, każdorazowo decyzja należy do reżysera. Podłoga zaściełana dywanem, wykładziną, wysadzona posadzką. Może być zupełnie goła – beton, zimny i nierówny. Tak samo jak przy ścianach. Obojętne.
W głębi pokoju, przy oknie, biurko. Na nim komputer, wielki i biały, huczy donośnie, a do niego podłączony jest człowiek, którego płeć i wygląd również nie są określone, zależy to tylko od ludzi, uczestniczących w tej scenie.
Pozostałe meble są nieważne. Nie obchodzi mnie ich typ ani przeznaczenie, ale jako takie powinny być w celu głębszego stopienia scenki z rzeczywistością. Mogą to być regały z książkami, z których niektóre walają się bezładnie po reszcie pokoju, mogą to być krzesła, może być łóżko czy stolik z wazonem. Coś.
PODŁĄCZONY/PODŁĄCZONA (swoje kwestie mówi w dowolnej kolejności. może mówić inne, wymyślone na poczekaniu. mówi z przerwami. pauzy mają być raczej długie, tj. mogą pojawiać się kwestia jedna po drugiej, ale taki ciąg może mieć najwyżej trzy człony, a potem następuje przerwa. Intonacja jest zależna od charakterystyki Podłączonego/Podłączonej. Elegancko ubrana kobieta o chudej twarzy, wyciągniętej barwami surowości i władzy niech mówi spokojnie, stanowczo, jakby chciała przekonywać. Obdarty i obrośnięty chłopak będzie mówił tak, jakby słowa same wypływały z jego ust, bez najmniejszego udziału mózgu, słowa, w które nie wierzy. Tak dalej, tak dalej, tak dalej.)
Jeszcze chwila…
Zaraz!… zaraz…
Już po wszystkim, mogę odpocząć…
Chwila… za chwilę…
Muszę, muszę to zrobić. Siedzę tu, ile to już?, i do niczego nie dochodzę, ale inaczej mnie zabiją. Dajcie mi z tym spokój! Dajcie… dajcie…
…już!
O, tylko to zobaczę…
A może jeszcze…
Znowu…
Ostatnie. Tylko to zobaczę/przeczytam/usłyszę.
Idę. (już) (już) (już)
Sekundka, sekundeczka…
Po pewnym czasie, gdy za oknem dzień zmieni się w noc, a noc w dzień, komputer wyłącza podłączonego doń człowieka, który wstaje, trzyma się za głowę, przecierając niekiedy oczy. Kładzie się i robi przerwę w swoim cyklu życiowym.
Pozbywszy się pasożyta maszyna rozkoszuje się przez pewien czas spokojem płynącym z sennego pomieszczenia; następnie gaśnie.
10 lipiec 2009 o 12:31 |
boję się tych Twoich tworów.