syzyf się nie zatrzymał pchał ile mógł nawet ponad siły
w dół później leciał
cel jego i on
cela jego i on
i choć wiedział, że to na nic, że to go przekracza, że nigdy się nie wybawi, pchał do przodu, pchał i może się łudził, że tym razem, tym szczególnym razem dopchnie do szczytu głaz ciężki jak hades. głos mówił podszepty możliwie najszczerniejsze mu w ucho
i tak nie dasz rady i tak spadnie i tak zleci i tak na nic
co z tego – zdaje się mówić syzyf – skoro tylko to mi pozostało
22 wrzesień 2009 o 22:09 |
witam. można Cię jeszcze gdzieś spotkać w białym? co porabiasz?
22 wrzesień 2009 o 23:16 |
Można mnie jeszcze spotkać w białym w różnych miejscach. Teoretycznie mam jeszcze wakacje i praktycznie się lenię i lenić się będę jeszcze do 30 września, po którym kontynuować lenienia się już nie będę miał jak; będzie natomiast coś wprost przeciwnego.
23 wrzesień 2009 o 12:47 |
ah, ten optymizm pierwszaka :P
23 wrzesień 2009 o 18:10 |
Optymizmem nazywasz podejście “nie będę się lenił, nie będę miał czasu, bo będę się uczyć? :D
23 wrzesień 2009 o 22:46 |
zobaczysz :)