syzyf się nie zatrzymał pchał ile mógł nawet ponad siły
w dół później leciał
cel jego i on
cela jego i on

i choć wiedział, że to na nic, że to go przekracza, że nigdy się nie wybawi, pchał do przodu, pchał i może się łudził, że tym razem, tym szczególnym razem dopchnie do szczytu głaz ciężki jak hades. głos mówił podszepty możliwie najszczerniejsze mu w ucho

i tak nie dasz rady i tak spadnie i tak zleci i tak na nic

co z tego – zdaje się mówić syzyf – skoro tylko to mi pozostało