Kawiarnia pięknym miejscem jest. Leżą łyżeczki, stoją filiżanki, filologowie siedzą dookoła na obitych miękkimi poduszkami krzesłach, które otaczają okrągły stolik niczym uczniowie otaczający mistrza; zgromadzają się wokół niego i słuchają go z wywalonymi oczyma i niedowierzającym zachwytem opętującym ich umysł powoli lecz nieubłaganie. Scholarzy wpatrują się w zawartości filiżanek trzymanych w obu dłoniach. Bez zachwytu – zapasy tej herezji zostały spalone dawno temu na publicznych placach w ramach przedstawienia i samostanowienia nas-mądrych; odróżnienia się od pospólstwa. To było zachwycające, to było rozkoszne, poza tym nie było już niczego innego, co by dawało podobne emocje, nie mogło być już niczego innego.

Trzymają się uszami za języki, wyczuleni na drobnostki o kolosalnym znaczeniu, mówią pięknie i uśmiechają się, uvula ich drga za zębami. Trzaskają językami jak z bicza, dźwięczne powietrze przepływa między wargami, ulatnia się z ust. Wypowiedź składa się z perfekcyjnie skomponowanych zdań, każde jest pulchne i kształtne, każde składa się ze starannie dobranych słów.

Krzesełko odsuwa Hydra i rozsiada wygodnie. Zamawia kawę. Po chwili przychodzi kelner z parującym wywarem. Hydra dziękuje, ale gdy kelner się odwraca, kłuje go w tyłek ogonem z ostrymi łuskami. Trzy głowy obserwują zgromadzonych, pozostałe są w uśpieniu. Obślizgłe łby leżą na stoliku i pochrapują z cicha, od powietrza wylatującego przez podłużne nozdrza drżą serwetki, przez co filologowie obdarzają Hydrę dziwnym spojrzeniem. Pierwsza z głów się uśmiecha, łapą łapie serwetkę i ociera usta, następnie zgniata ją i kładzie obok talerzyka, a na koniec mówi mądrość okolicznościową, dzięki której towarzystwo się uśmiecha i oklaskuje rzęsami. Nie śmieją składać w tym celu rąk, to zbyt barbarzyńskie, zbyt prostackie jest takie uzewnętrznianie się. Druga głowa, dla zrównoważenia lekkości, opowiada o Kunderze. Nic głębokiego, nie ma czasu na to, tylko kilka słów pokazujących jakość istoty wielogłowej. Głowa trzecia, łeb trzeci, kolejny ryj szorstki poligłowicznego jaszczura nie mówi nic; jest to bowiem specyficzna głowa, esencja hydry, wonność i wnętrzność hydrzej duszy. Głowa ta milczy, bo obserwuje i myśli. Analizuje gdzie łeb który wsadzić.

Chytra hydra zachwala herbatę herbaciarzom, zohydza ją za to kawoszom, zyskując sympatię stron obu.

Siedzą w kółeczku – ludzie i jaszczur – i dumają, gaworzą i się śmieją. Poklepują gada po ramionach, gad gada i gad odpowiada im tym samym. Podczas luźniejszej chwili, gdy wszyscy już czują się swobodnie, dłubie ogonem w zębach. Filologowie się też już nie krępują, również dłubią. Nie ma co się krępować, wszak to najlepsi przyjaciele, dla każdej duszy bratnia dusza, dla każdej głowy oddzielna głowa. Budzą się kolejne łby, by móc przypodobać się wszystkim. Scholarzy radują się tak, że aż nie wypada. Potem wstają, śpieszą się na wykład. Dziękują za czas i ręką łapę ściskają z uśmiechem. Razem z nimi wstaje Hydra, pożera jednego po drugim, uiszcza rachunek

Kawa raz — 13,20;
Filologowie x6 —- gratis;
zapraszamy ponownie!

po czym odchodzi i znika w gęstym jak dżungla mieście.