Audrey tańczy w tle sennej muzyki, ‘that’s dreamy’ she says, śni na jawie, zamyka oczy i rozłożywszy ręce wzdłuż boków łagodnie się porusza, rozkoszuje się czuciem swego ciała, zatopiona w muzyce jak w myślach, głębokich i lepkich, w których wszystko jest mało wyraziste, każdy przedmiot, rzecz każda i abstrakcje przesuwają się wolno, krocząc jak muchy w smole, które unoszą swe kończyny i machają skrzydełkami, ale zmierzają doprawdy donikąd, my doprawdy chcemy się sunąć statecznie do prawdy, ale idzie nam tak samo jak im, stoimy w jednakim miejscu, unieruchomieni w czarnej mazi, my idziemy, Wędrowcy i Pielgrzymi z celem w oku, a ona się kręci powoli, z głową odchyloną ku górze, jej ręce u boków, przeciąga się jakby się budziła, w tle słychać muzykę, która śpi, a Audrey tańczy i tylko echa dźwięków jak echa myśli jak odbicia idei jak cieni na ścianie, kontrabas wspina się swingującym kołysaniem, potem tym samym tanecznym krokiem zmierza ku dołowi, kręci się w koło, tańczy jak lunatyk, śni, miotełki głaszczą werbel, dęte przekomarzają się ze sobą, tu odzywa się jeden, tam drugi, rozmawiają, nadają snowi wyrazistość, nadają mu esencję i konkretność, i jeszcze te dźwięki, rozmarzone brzmienia, dzięki którym that music is so dreamy, klienci się patrzą, jak w małej kawiarni ona tańczy po środku parkietu, szafa gra, ona śni i tańczy, ona tańczy i śni, jak śni całe miasteczko, wewnątrz którego ona tańczy i obraca się wzdłuż nieregularnej linii śniącej melodii.