<kurtyna do góry>

<light>

monsieur sits on the chair and begins to contemplate

servour how can I help you

milczy tj nie mówi nic i nie patrzy nawet we właściwym kierunku. я не знаю, почему у меня единственно только рестораны. Kelnerka stoi nad nim jeszcze chwilę, potem odchodzi precz, on siedzi dalej i dalej duma nad czymś, o czym on jeden wie tylko. Ma na sobie garnitur ładnie wykrojony, na stopach czarne pantofle. Włosy zaczesane na bok, by przykryć łysinę. Taki przynajmniej był cel, praktycznie nie wyszło tak różowo, różowa skóra głowy prześwitywała przez marne kosmyki. Dłonie leżą na kolanach, Pan oparty wpatruje się w coś, o czym on jeden tylko wie. Wyjmuje z kieszonki gumę do żucia i żuje.

servour please stop doin this it is not elegant shouldnt you know that already

monsieur niech pani tak tego nie przeżywa

servour nie przeżywam

monsieur ależ proszę przeżyć, co mi po pani trupie. Pani nie powinna ani przeżywać ani nie nie przeżywać; żucie moje obejść pani nie powinno wcale. Me przeżuwanie przeżywa pani tak, jakby o życie czyjeś się rozchodziło, a to rozchodzi się tylko o żucie.

servour: To może niech Pan zapali jeszcze!

Monsieur: Się zastanawiałem, czy wypada, ale skoro pani zachęca, to nie będę się wzbraniał.

сигарета pojawia się w jego dłoni, na drugiej magicznym sposobem pojawia się zapalniczka, z której wytryskuje ogień. Zapaloną сигаретe unosi do ust.

SERVOUR – No wie pan!

Monsieur – Wiem. Chce pani?

Servour – Well, that’s just

Monsieur – I insist.

Servour –  But…

On patrzy na nią tylko z wyciągniętym papierosem pomiędzy palcem serdecznym i małym, pomiędzy środkowym i wskazującym zaś tli się сигарета pierwsza, którą unosi do ust i gdy żar dotyka jego warg przymyka rozkosznie powieki i marzy o czymś, o czym on sam jeden wie.

Monsieur – no to bierze pani?

Servour – a co mi tam, jest pan taki miły.

Wyjmuje papierosa spomiędzy palców Pana i zapala ogniem z zapalniczki, która w magiczny sposób pojawiła się w jego dłoni.

Servour – Delightful

Monsieur – Youre welcome, madame.

Odsuwa ona krzesełko i siada obok niego. Siedzą i patrzą w różne punkty przestrzeni. Pali, żuje, patrzy, pali. Nogi pan kładzie na stolik.

Z kuchni wychodzi człowiek w fartuchu upaćkanym różnego rodzaju jedzeniem i krzyczy na kelnerkę, by przyszła i posprzątała, bo coś tam się wylało, shit happens, as wise old proverb says.

Madame – Ku*wa.

Monsieur – do not bother, jestem pijany i posprzątam, mi to żadnej różnicy nie robi.

Wstaje, zrzuca marynarkę na krzesło, gasi papierosa w czyjejś zupie, podchodzi do kelnerki, chwyta jej głowę oboma dłońmi i całuje ją namiętnie. Potem chwiejnym krokiem idzie do kuchni, po drodze zakasuje rękawy i wspomina coś, o czym tylko on sam jeden wie.

Madame wyjmuje kwiatka z wazonu i zaczyna gryźć łodygę. Zdobycie zielska bynajmniej nie obyło się bez dodatkowych incydentów, wazon się przewrócił, woda polała się po obrusie i po sukience.

f*ck

she said i wstała nagle z kwiatem w gębie. Potem zadumała się. Przypaliła сигаретa znowu. Uśmiechnęła się i oddumała. Usiadła. Wgryzła się w tulipanka.

Nie podoba mi się to miejsce, to lekkie jedzenie i leccy ludzie. Unoszą się na wodzie. Zmieniam lokal.

the chair said

and then it went away on its tiny legs.