Semantyka słów potrafi zachwycić. Cały wór znaczeń kryjący się za kilkoma literami. Można czytać grube tomy, można przedzierać się przez tysiące stron i nie zwracać uwagi nawet na zdania, a można natrafić na jedno słowo, które wstrząśnie. Nie będzie to wielkie słowo, nie będzie obciążone bagażem emocji, a mimo to, szare, jedno słowo, oderwane od tła, zostawione same sobie i swemu znaczeniu, wzbudzi emocje, wzbudzi kolejne słowa i otoczy się siatką odniesień. Samorodne.
Nie ważne nawet jakie słowo. Moim było elusive, takie pomiędzy exclusive a illusive. Ale nie brzmienie mnie uderzyło, nie znaki. Widząc jedno słowo poczułem się tak, jakbym odkrył samo sedno świata, całą istotę wszechrzeczy, a to, co zobaczyłem wcale mnie nie uszczęśliwiło. Krótkie jak drgnięcie odczucie przykuło mnie do słowa i napisało ciąg zdarzeń, ciąg wspomnień i wizji, których mgnienie odbiło się złociście w głębi wyrazu – i zajęło to tylko chwilę. Kabaliści uważają, że świat powstał z liter. Z boskich znaków wykształtowało się życie. Asceza w mistycyzmie liter, tworzenia permutacji, dostrzegania świata z innej perspektywy. Stanąć tam, gdzie stoją wszyscy, zobaczyć coś innego od tego, co widzą wszyscy. Czy to szaleństwo? Nie, wręcz przeciwnie, to zrozumienie. Odłożyć na bok fabułę i wgłębić się słowa, wgryźć się w litery.
Derrida zaś napisał: “nie ma niczego poza tekstem”. Nie ma niczego poza tropami odnoszącymi się wciąż do siebie. Słowa prowadzące do innych słów, znaczenia tłumaczone w znaczeniu innych znaczeń.
Samorodne – od jednego słowa wyrastają kolejne, poszczególne znaczenie wzbogaca się o powszechne, z pnia jednego wyrasta las.