Sztuczny Jezus wisi na krzyżu na wzgórzu kościelnym przy Słonecznikowej. Pobiczowane ciało, korona z cierni na skroni, wyrazu twarzy nie sprawdzałem, ale wierzę, że odpowiedni. Dookoła krzyża żółte tulipany. Żółć, kolor oddalenia i rozstania – tylko czyjego i od kogo? Czy Jezusa od ludzi, czy ludzi od Jezusa? I idąc dalej, Jezusa w wersji plastikowej czy w wersji, że tak się wyrażę, oryginalnej? Plastikowego wykluczam, bo ten cieszy się uznaniem i popularnością.
Albo po prostu tulipany ktoś z czapy wyciągnął, nie zastanawiając się nad niczym. Potem z czapy jak z kapelusza wyciągnął zająca jak królika, prawie jak w występie magika, i wsadził do świętego koszyczka (wraz z barankiem wyciągniętym z cylindra i jajkami wyciągniętymi z czapki-uszatki).
A nad ukrzyżowanym góruje dostojny Jan Paweł II postawiony na balkonie kościoła i jak Bóg Ojciec obserwuje mękę.