bo gdy wszyscy łącznie ze mną pastwisko uznali za wymarłe, gdzie nie zżerana przez jakowate bydło trawa rozrosła się do niebotycznych rozmiarów i pozasłaniała wszystkie literki, pojawia się na horyzoncie pierwsza jaskółka, która jak żniwiarz, ponury bądź radosny, co zależy od perspektywy, scenariusza i mody, przedziera się przez chaszcze i po szerokim zamachnięciu się zaczyna ścinać niechciane zielsko, a te padają pokornie na ziemię, obracającą się powoli w swoich posadach i zmieniającą tylko pozycję, by słońce opaliło równo całe ziemskie cielsko, od arktycznego czubka po pięty antarktydy; opalanie jednak, jak każdy, kto kiedykolwiek w życiu wystawiony był na działanie promieni słonecznych doskonale z tego sobie zdaje sprawę, nigdy nie wychodzi idealnie i tak część skóry może być spalona, podczas gdy druga jest kompletnie blada, niewyraźna i w swej bieli biedna jak śnieg na równiku
29 Lipiec 2011